Uwaga, KUPA! Czyli, co czytać dziecku o życiowej kwestii toaletowej.

We wstępie od razu coś wyznam. Jedną z tych książek zakupiłam wieki temu, w erze przedrodzicielskiej, inaczej zwanej przedkatastroficzną, luzem wypełnionej, w erze studenckiej beztroski, pozbawionej większych obowiązków i większych pieniędzy. Jakieś dziesięć lat temu (rok wydania 2008), gdy dzieci były w odległej galaktyce przyszłości. A mimo to, mimo braku funduszy na kanapkę inną niż z masłem i pomidorem, zakupiłam książkę dla dzieci o znaczącym tytule KUPA.

Niech pierwszy rzuci rolką papieru, kto sam by tak nie uczynił.

Wychowana na Ani z Zielonego Wzgórza, pięknych poetyckich historiach Joanny Papuzińskiej, na odlotowych Muminkach i przygodach Tomka Wilmowskiego, w czasach, gdy książki edukacyjne dla dzieci oznaczały encyklopedię o dinozaurach, weszłam do księgarni na krakowskim Kazimierzu i znalazłam książkę, z której mogłam się dowiedzieć wszystkiego co potencjalnie chciałam… o kupie. Zakupiła, przez jakiś czas czytałam dzieciom znajomych, po czym wręczyłam własnym i jest hit. Po dziesięciu latach książka nadal wzbudza ciekawość (także moją, haha).

Nicola Davies poprowadziła na „przyrodniczą wycieczkę na stronę”, jak głosi wstęp na karcie tytułowej, zilustrował Neal Layton kreską swobodną niczym ze szkolnych zeszytów wypełnionych obrazkami na nudnych lekcjach, a konsultował merytorycznie Adam Wajrak. I napisał na okładce „Żadne ślady i tropy nie powiedzą tyle o zwierzęcym życiu, ile właśnie najbardziej przemilczana cząstka natury, czyli kupa.” Tak naprawdę to właśnie książka o zwierzętach, tyle ze w wyjątkowym ujęciu, które nie ukrywajmy, dużo bardziej interesuje dzieci, niż różnice między samcem i samicą i ilość potomstwa w miocie.

Ile razy słyszeliście na spacerze:

- Mamo, co to?

- Nie rusz! To psia kupa!

Albo kocia/ptasia/końska – w mieście wiele więcej nie spotkasz, ale na wsi to jeszcze może być krowia/kozia/lisia/mysia/owcza… albo co tam na podwórku/łące/polu/lesie znajdziecie.

No to teraz dacie dziecku książkę i voila! Niech się samo uczy i unika. Ryzykujecie tylko, że może z nosem przy ziemi, posługując się węchem i patykiem i udając naukowca rozpocząć poszukiwania obiektów literackich z tej publikacji. Ale to ryzyko edukacyjne, które moim zdaniem warto ponieść.

Inne ujęcie o kupie w dziecięcej literaturze, to także edukacyjna działka, tyle że w tym przypadku chodzi raczej o naukę higieny, oswajanie z fizjologią i przygodami z tym związanymi, w rodzaju „jestem w przedszkolu, chce mi się i co mam robić”.

„Grubsza sprawa” tercetu Meyer, Lehmann, Schulze z ilustracjami Susanne Göhlich, to historia Marty, jej przedszkolnych kolegów i zapchanej toalety. Krótka i pouczająca, choć w tym wypadku warto tę publikację wypożyczyć z biblioteki, bo nie będziecie do niej wracać zbyt często. Historia zbyt krótka, by zaprzyjaźnić się z bohaterami, a przygoda łatwa do wyjaśnienia i zapamiętania.

Obie książeczki wydane przez Wydawnictwo Dwie Siostry.

A kto nie czytał jeszcze o naszej bystrej małej czytelniczce Botwince i jej błyskotliwych komentarzach do rzeczywistości, zapraszam TU.

Anna

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów
< /body>