Chcesz zachęcić dzieci do czytania? Zabroń im! Poważnie!

Jak zachęcić dzieci młodsze i starsze do czytania?

 

Odpowiedź jest krótka, zaskakująca i przewrotna. A brzmi ona – ZABRONIĆ.

Dalej już nie musicie czytać. To wszystko. Tyle i aż tyle.

I chociaż zaświecił się nad moją głową neon z napisem Eureka, a ego cicho szepce do ucha, jak przełomowego odkrycia dokonałam, (tak, zgadzam się, można już zgłaszać moją kandydaturę do IgNobla) rzeczywistość upomina się o tantiemy. To po prostu natura ludzka, znana filozofom i innym mądrym ludziom, a jakbym w szkole pilnie słuchała, to pewnie bym teraz nie musiała na takie przełomy wpadać. Jest nawet na to staropolskie przysłowie „zakazany owoc kusi najbardziej”. Więcej, mądrzy ludzie zwani naukowcami przebadali temat i podsumowali w publikacjach.

Nazwali to „efektem zakazanego owocu” i odnieśli do użytkowania mediów i gier oraz nakładania ograniczeń wiekowych, które oczywiście natychmiast podnosiły atrakcyjność treści w oczach owych ograniczanych.

Czemu zatem nie odnieść tych wyników do książek?

Czy wy też macie wrażenie, że dzieci kochają sięgać po każdą rzecz, którą staracie się przed nimi schować? Im wyżej upchane niedozwolone artefakty – tym mocniej błyszczy ich aura, która wabi i przyciąga wasze dzieci jak ćmy do światła. Takie małe, raczkujące, jeszcze nie mówiące domaga się pilota do tv tego li i jedynie, który ma baterie. Ten specjalnie dostosowany, nie działający nie budzi żadnego zainteresowania. Tak jest, proszę państwa. Zakazany owoc to jest rozwiązanie problemu czytelnictwa w naszym kraju i naprawdę nie muszą już smutni panowie i panie w ministerstwie wydawać milionów na kampanie promujące zwrócone do tych, co i tak lubią czytać. Lub tych co nie, a jakoś tak po tych kampaniach, to jeszcze bardziej nie. Niech ktoś im podeśle ten tekst, bo ja tu za darmo, na licencji Creative Commons udostępniam powyżej i poniżej, przebadane w końcu naukowo i sprawdzone na dzieciach dobre rady cioci Ani.

Po pierwsze: Zakazać. Ale nie tak „nie rusz” i już. Pilnować, gonić, rzucać groźne spojrzenia jak się zbliży, wzdychać jak to te dzieci zawsze muszą chcieć, choć im tyle razy powtarzano, że „nie, w żadnym wypadku, może jak dorośniesz”.

Po drugie: Utrudnić. Jak ktoś ma biblioteczkę zamknąć na szklane drzwi, na klucz, a klucz chować co dzień w innym miejscu. A najlepiej utworzyć jeszcze strefę buforową. Taką taśmą bhp żółto-czarną otoczyć i jak zbliży się dzieciak to głosem wezbranym koniecznie wezwać do natychmiastowego oddalenia się, bo „nieupoważnionym wstęp wzbroniony, chyba widzi tabliczkę, to co, czytać nie umie?” No właśnie – tabliczka też się przyda. Można wymalować flamastrami.

Po trzecie: Karać. Jak już złamie zabezpieczenia, przekroczy granicę nielegalnie, skuszony wizją poznania owocu z drzewa nimbem zakazu otoczonego, zeżre to jabłko wiedzy, to karać. Bez skrupułów. Nie możecie się ugiąć pod radością obrazka własnego potomka z książką w ręku. To dopiero początek procesu wprowadzania młodego w uzależnienie od czytania. Jeśli szczęśliwi, że dziecko sięgnęło z własnej woli po książkę, poklepiemy po plecach i ze źle skrywaną dumą cicho wymamroczemy „no dobra, żeby mi to było ostatni raz”, to koniec. Cały wysiłek na marne. Od razu ich czujniki wrócą na pozycję „omijać książki z dala, bo starzy wciskają”. Tu trzeba konsekwencji, proszę państwa. I absolutnie odpornej na emocje, trwałej jak skała postawy. Jak Kato Starszy i jego Kartagina. Jak Beata Mazurek i jej przekaz dnia.

Jak długo, pytacie. Jak długo trzeba dzieciom tych nieszczęsnych książek zakazywać. Ano do pełnoletniości moim zdaniem. Z tym, że cały wic polega na tym, by po rodzicielsku, w sposób wiadomy, jak najczęściej przymykać oko. Chwalić za wytrwałość w nieczytaniu, jednocześnie samemu mało dyskretnie sięgając po najnowszy bestseller z top dziesięć. Bo tu zdradzę kropkę, bez której „i” się wywala, pies dalej leży pogrzebany nikt nie wie gdzie, a crème de la crème naszej intrygi zjada kot prezesa.

Aby wciągnąć dziecko w uzależnienie od czytania, trzeba samemu być uzależnionym.

Amen. Dziękuję za uwagę.

zdjęcie: https://www.canva.com/

Wspomniane wyżej publikacje:

(Brad J. Bushman, Angela D. Stack. Forbidden fruit versus tainted fruit: Effects of warning labels on attraction to television violence. „Journal of Experimental Psychology: Applied”. 2, s. 207-226, 1996.

Marije Nije Bijvank, Elly A. Konijn, Brad J. Bushman, Peter H. M. P. Roelofsma. Age and content labels make video games forbidden fruit for youth. „Pediatrics”. 123, 2009)

Anna

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów
< /body>